Państwowy Instytut Samych Farmazonów

 

Fot. Polsat News

Polski Instytut Sztuki Filmowej właśnie przyznał dotacje na ten rok. I nie byłaby to żadna sensacja, gdyby nie fakt, kto dotację otrzymał i komu została zabrana. Trudno szukać w tym wyborze logiki i kierowania się dobrem polskiej sztuki filmowej.

Co widać?
Widać za to bardzo wyraźnie, że zarówno Ministerstwo Kultury, jak i podległy mu PISF myli sztukę z cepelią, a misja rozwoju polskiej kultury jest dla nich tożsama z krzewieniem romantycznej trucizny o Chrystusie narodów i przedmurzu chrześcijaństwa.
Jednym słowem decydenci z ministerstwa i filmowego instytutu są wciąż pod zaborami, tyle tylko, że umysłowymi.

Z czego wynika mój ostry sprzeciw wobec ich decyzji finansowych?
Z dotacji wysokości 450 tysięcy złotych na wydanie, na DVD filmów o papieżu Janie Pawle II. Nie powstanie żaden nowy film o Ojcu Świętym. Cała ta kasa, prawie pół miliona złotych pójdzie na wydanie kompilacji istniejących filmów o JP2, wzbogaconych o album zdjęciowy i serię pokazów.
Projekt ten dostał drugą najwyższą dotację z PISF w ramach programu poświęconego badaniom i rozwojowi. Nawet PISF nie jest w stanie uargumentować swojej decyzji, co tylko świadczy o tym, że zlecenie przyszło z góry, z ministerstwa lub wprost z Nowogrodzkiej. Niestety już na pierwszy rzut oka śmierdzi to przekrętem.

W tym samym czasie po raz pierwszy dotacji instytutu nie otrzymały 2 ważne imprezy skierowane do osób niepełnosprawnych: Europejski Festiwal Filmowy Integracja Ty i Ja, który odbywa się w Koszalinie oraz płocki Festiwal Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych.

Rozumiem, że można z powodów ideologicznych, politycznych czy programowych podejmować decyzję komu damy dotację. Ale żeby zabierać finansowanie imprezom, które są dla osób niepełnosprawnych? Gdzie tu wyobraźnia, sumienie i chrześcijańska postawa decydentów z PISF? Przecież podobno takimi wartościami mieli się kierować w prowadzeniu instytutu. Krzewienie chrześcijańskich idei JP2 to właśnie wspieranie ludzi niepełnosprawnych w integracji i w dostępie do sztuki, a nie wydanie na płycie kilku każdemu dobrze znanych filmów o polskim papieżu. No chyba, że władza woli krzewić bazarowy katolicyzm bardziej niż wymagające poświęcenia i wrażliwości nauki Karola Wojtyły.

Polski Instytut Sztuki Filmowej to kamień milowy w polskiej kinematografii. To jedna z niewielu instytucji powołanych przez władze centralne, która ma tak spektakularne sukcesy na niwie kultury. Po niezbyt dobrych dla polskiego filmu latach 90-tych udało się stworzyć cały system wsparcia i finansowania, który umożliwił twórcom stworzenie wielu wybitnych dzieł i który sprawił, że na polskie filmy znów warto chodzić do kina. Obecnie jest to kolejna instytucja, którą PiS niszczy w ten sam sposób, jak niszczy wymiar sprawiedliwości: obstawia miernymi osobami, wypacza sens działania po to, aby była to kolejna maszynka do realizacji partyjnych interesów.

Nie tylko w sądownictwie, nie tylko w gospodarce i w polityce, ale też w kulturze instalują nam komunę od nowa.