Kultura to fundament. 23.05.2016

 

Kultura to fundament. Od 180 dni jest jednak z kulturą na bakier. Artur Celiński tak mnie wczoraj naszło po twoim tekście o debacie w Lublinie. Coś, z kimś, kiedyś, teraz....trzeba działać.
Kiedy pół roku temu Piotr Gliński obejmował Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego znamienne było to, że po raz pierwszy w najnowszej historii Polski minister do spraw kultury jest zarazem wicepremierem. Jeszcze wtedy można było się łudzić, że w końcu ktoś dostrzegł wagę kultury. Niestety było to czysto fasadowe zagranie, a złudzeń chyba nikt już nie ma.
18 maja w "Gazecie Wyborczej" ukazał się ciekawy tekst Romana Pawłowskiego o wymownym tytule "Kulturkampf", podsumowujący pierwsze półrocze działalności resortu ministra Glińskiego. Dla przypomnienia Kulturkampf był programem wynaradawiania Polaków z zaboru pruskiego, który z żelazną konsekwencją realizował w II połowie XIX wieku niemiecki kanclerz Otto von Bismarck. Dzisiejszy "Kulturkampf", o którym napisał Pawłowski ma zupełnie inny wymiar niż tamten, ale cel podobny – odcięcie Polaków od pluralizmu, bogactwa i złożoności ich własnej kultury i historii.
Ministerstwo uznało, że jedyną kulturą wartą wsparcia jest kultura narodowa i to w bardzo konkretnym, bo endeckim wydaniu. Każda inna, która nie jest oparta na wartościach narodowych i katolickich nie zasługuje, zdaniem ministra, ani na uwagę, ani na wsparcie finansowe, które stało się skutecznym orężem w kształtowaniu kulturowego "rządu dusz". Dlatego też wszyscy, którzy nie podzielają pisowsko – narodowej narracji, złotówki z ministerialnego budżetu nie zobaczą. Ofiarą tej polityki jest na przykład sztuka współczesna, ponieważ nie ma w niej wartości narodowych. Drastycznie obcięto budżety najważniejszym galeriom krajowym na zakup nowych kolekcji. Najważniejsze instytucje kulturalne, jak Narodowe Centrum Kultury, Państwowy Instytut Sztuki Filmowej czy Instytut Książki padły ofiarą karuzeli stanowisk. Rozumiem, że prawem obecnej władzy jest obsadzenie posad swoimi, ale kompetentnymi ludźmi. Tymczasem na kluczowych stanowiskach w tych instytucjach znaleźli się ludzie, których wizja historii i kultury jest identyczna z tą, jaką prezentuje minister Gliński. Gdzie tu pluralizm, bez którego kultura nie może się rozwijać?
Nasza historia jest jednym z najważniejszych elementów naszej tożsamości narodowej i kultury. Zasługuje na wsparcie ze strony ministerstwa, na realizację wartościowych inicjatyw, na przypomnienie ważnych wartości, o których we współczesnym świecie często zapominamy. Ale mój sprzeciw budzi zawłaszczanie tej historii do partykularnych interesów politycznych, finansowanych z ministerialnego budżetu. Bo działania takie, jak niedawna rekonstrukcja ślubu rotmistrza Pileckiego, która wywołała niesmak i protesty nawet rodziny rotmistrza to żadna polityka historyczna. To historyczna farsa.
Chcę przypomnieć że Ministerstwo, którym szefuje Pan Gliński powołano do 2 głównych zadań, które zresztą zostały zawarte w jego nazwie: kultury i dziedzictwa narodowego. A zarówno kultura, jak i nasze dziedzictwo są różnorodne, o czym najwyraźniej Pan Minister zapomniał. Tak samo, jak zapomniał, że urząd swój pełni DLA i w imieniu WSZYSTKICH obywateli, a nie tylko wyborców swojej partii.