Ręce, słowa, gesty, które kaleczą.

 

 

Harvey Weinstein, znany producent filmowy praktycznie z dnia na dzień z króla Hollywood stał się bękartem nie tylko amerykańskiej fabryki snów, ale globalnego show-biznesu. Przez dziesiątki lat wykorzystywał swoją pozycję zawodową do molestowania aktorek, modelek i współpracowniczek. Wysoko postawiony mężczyzna może złamać młodej kobiecie karierę lub otworzyć drzwi do sukcesu, ale cena, jakiej żąda jest wysoka. To dość częsta sytuacja nie tylko w świecie filmowym.

Skalę molestowania seksualnego obserwować możemy chociażby w mediach społecznościowych poprzez akcję #MeToo, czyli masowe zwierzenia kobiet z całego świata o przypadkach ich molestowania seksualnego. Skala tego zjawiska jest porażająca i pokazuje nam, że jest to problem, który dotyczy każdego z nas, być może naszej siostry, córki, żony.

Molestowanie to jedna z najohydniejszych form seksizmu, ale też daleka jestem od wrzucania wszystkich mężczyzn do jednego worka z etykietą „Świnie”. Molestowanie jest powszechne, tak jak przemoc domowa, bo oprawcy żerują na tych samych słabościach ludzi: na wstydzie ofiar i na cichej akceptacji otoczenia. Domowymi katami jest nie tylko element patologiczny, ale też szanowani w środowisku zawodowym i lokalnym ludzie, którzy „byli tacy spokojni i zawsze się na klatce kłaniali”. Tak samo lepkie ręce i chore czyny nie są tylko domeną społecznego marginesu. Winę za to masowe i patologiczne zjawisko ponoszą nie tylko oprawcy, ale i cisi sekundanci, którzy z powodu znieczulicy, tzw. świętego spokoju lub z dbałości o własną wygodę nie reagują.

W zdrowych społeczeństwach ich również powinien spotkać ostracyzm. Ale nie u nas. W naszym społeczeństwie powszechna jest narracja: „sama się prosiła”, „prowokowała”, „przecież zawsze mogła odmówić”. Wychodzi brak wychowania, brak empatii, brak wyobraźni. I co gorsza bardzo często te brzydkie cechy wychodzą u samych kobiet, które nawet w tak fundamentalnej sprawie, jak poczucie własnej godności nie potrafią się solidaryzować.

Tym bardziej cieszy masowa skala akcji #MeToo. To dobrze, że w mediach społecznościowych mamy do czynienia nie tylko z mową nienawiści, ale także z takimi oddolnymi inicjatywami społecznymi.

W ciągu ostatnich kilku dni dzięki akcji #MeToo dowiedziałem się o wielu smutnych historiach kobiet, które znam. To wstrząsające, ja blisko nas czai się zło i przemoc. Sama wielokrotnie spotykałam się z chamskimi odzywkami facetów, począwszy od szkoły podstawowej, na ulicy, w pracy (także w Sejmie). Ten seksizm jest głęboko zakorzeniony w naszej rodzimej kulturze. I wielka szkoda, że obecne władze nie dość, że tej gangreny nie leczą, to jeszcze swoją polityką doprowadzają do dalszego rozwoju choroby. Bo polityka uprzedmiotawiająca kobiety i sprowadzająca je do roli reproduktorów to nic innego jak molestowanie w sferze wartości podstawowych. A od molestowania w sferze mentalnej do obleśnej łapy na pośladku droga jest już całkiem krótka.

Sama już jako parlamentarzystka zostałam bardzo wulgarnie sprowadzona nie raz do roli obiektu seksualnego. I dlatego na koniec chciałabym przekazać kilka słów:

Drodzy mężczyźni. Granica między prawdziwym facetem, a prawdziwym dupkiem znajduje się 5 cm od naszych pośladków. Jeśli zechcecie ją przekroczyć, to tylko na nasze wyraźne życzenie. Chyba łatwo zapamiętać.