Miłość od pierwszego przyjechania.


Prezydent Słupska, Robert Biedroń zaprosił 20 ekspertów,  w tym mnie, do Rady ds. Zrównoważonego Rozwoju i Zielonej Modernizacji Miasta. Obszarem, w którym mam doradzać jest zarzadzanie kulturą w mieście.  Kilka dni temu pojechałam więc pierwszy raz w życiu do Słupska. GPS pokierował mnie przez Kaszuby. Jechałam i myślałam o tym, na jakim odludziu musi być ten Słupsk, skoro prawie żadnego auta oprócz mojego nie ma na drodze, a do tego co jakiś czas przebiegają przez nią sarny. Po pięciu godzinach trochę zmęczona tą krajobrazową wycieczką wjechałam do miasta.
Miasto jak miasto, pomyślałam.  Zaparkowałam auto na znanym mi już z mediów gigantycznym i obrzydliwym parkingu przed miejskim urzędem, na którego zagospodarowanie odbywa się właśnie konkurs.  Zaczęły się spotkania, debaty, spacery po mieście, obowiązkowa wizyta w kultowym barze mlecznym „Poranek”, dzięki któremu cała Polska usłyszała o absurdalnych przepisach dotyczących dodawania przypraw do potraw…. i można by powiedzieć,  ot cała wizyta.
Nie byłe to jednak typowe spotkanie, jakie znam z autopsji, było zupełnie inaczej.
Atmosfera jakiej tam doświadczyłam, sprawiała, że zarówno mi, jak i innym osobom, chciało się tam po prostu być i pracować na rzecz tego miasta. W urzędzie czułam niewymuszony „luz”, taki jakiś sprzyjający klimat do pracy, zadowolenie, chęć do zmian, do działania. Bez zadęcia, bez sztywniactwa, bez tej „napinki” urzędniczej, która odstrasza, a nie zaprasza. Na spotkaniach: rzeczowo, merytorycznie ale i luźno, z uśmiechem, z jakimś takim poczuciem działania dla dobra wspólnego. Miałam nieodparte wrażenie, że zarówno urzędnicy, jak i mieszkańcy naprawdę czują współodpowiedzialność za miasto i czują się częścią tego organizmu, na który mogą mieć już wpływ. Ale nie jest to wpływ egoistyczny, jednostronny, tylko wspólnotowy. To poczucie wspólnoty chyba najbardziej odczułam wśród mieszkańców. Niesamowite, jak ciepło można mówić o Prezydencie Miasta, jaki może być Prezydent w kontakcie z mieszkańcami czy urzędnikami - dostępny, otwarty, bliski, uśmiechnięty i taki zwyczajny, jak kolega.
Patrząc na te nawet drobne zmiany (jak np. zdrowa, lokalna żywność w placówkach oświatowych, czy obyczaj picia wody w kranie w urzędzie, eko autobusy, LEDowe oświetlenie, wegetariańskie jedzenie w stołówce miejskiej),  jakie wprowadza Prezydent Biedroń w Słupsku, jestem przekonana, że cel, który sobie wyznaczył, aby w najbliższych latach zmienić Słupsk w najbardziej "zielone" i nowoczesne miasto w Polsce, na pewno się zrealizuje. W Słupsku dzieje się pozytywna, zielona rewolucja i cieszę się , że mogę w niej uczestniczyć.
Wracając do Torunia, żałowałam, że nie możemy jeszcze takiej rewolucji wprowadzać w naszym mieście, że każda nawet drobna sprawa odrzucana jest przez koalicjantów. I, że marzy mi się właśnie tak rozwijający się Toruń. Właśnie taka twórcza atmosfera w urzędzie miasta, jak to ma dziś miejsce w Słupsku. A problemy w tych dwóch miastach w zasadzie są podobne: zadłużenie i spadek liczby mieszkańców. Ale we wprowadzaniu pozytywnych zmian, w energii mieszkańców i urzędników do działania, Słupsk nas przez ostatnie pół roku znacznie wyprzedził.
Mocno jednak wierzę, że nadejdzie taki dzień, kiedy wizja miasta rozwijającego się w sposób trwały i zrównoważony, zapewniającego właściwą jakość życia wszystkim mieszkańcom, zacznie być realizowana również w Toruniu. Wierzę, że możemy zmienić Toruń w miasto akceptujące różnorodność. W miasto zielone i nowoczesne, w którym najważniejsi są mieszkańcy i ich marzenia.
;-)