Taśmy...

No i doczekaliśmy się toruńskiej afery taśmowej. W ubiegłym tygodniu dziennik Nowości opublikował tekst, w którym informuje, że były dyrektor CSW Paweł Łubowski nagrywał spotkania z Prezydentem Michałem Zaleskim. W opinii Łubowskiego, z nagrań wynika, że Prezydent naciskał na dyrektora w kwestii zmian form zatrudnienia pracowników. Łubowski w wywiadzie informuje również, że Prezydent wskazywał, jakie dzieła CSW ma kupować do kolekcji. Na światło dzienne wyszły naciski ze strony Marka Żydowicza, żeby z CSW zwolnić Kafkę Jaworską, dyrektor kina Centrum CSW, które stanowi konkurencję dla kina Tumult.
Cała ta sytuacja pokazuje przede wszystkim słabość zarządzania toruńską kulturą i odkrywa wiele wątków tej słabości. Pierwszym z nich jest nierzetelność konkursów na stanowiska dyrektorskie. Przypomnijmy czytelnikom, że to Prezydent i jego ludzie w komisji konkursowej cztery lata temu, forsowali Pawła Łubowskiego na to stanowisko, pomimo protestów środowiska artystycznego w całej Polsce i samego Ministra Kultury. Zamiast wybrać najlepszą kandydaturę, wybrano „swojego”. I jak było do przewidzenia, dyrektor „przywieziony w teczce” nie sprawdził się.
Drugi wątek, to sposób funkcjonowania CSW w Toruniu. Choć jest instytucją, która zaistniała na światowym rynku sztuki współczesnej (według ostatniego podsumowania pisma branżowego „Obieg” CSW jest jedną z 10 najbardziej nowatorskich instytucji publicznych w Polsce!), jej oferta w nikłym stopniu otwiera się na  mieszkańców Torunia. Niestety, CSW nie przekonało do siebie torunian, nie wpisało się w znaczący sposób w życie miasta, nie wrosło się w miasto. Jest jak klocek postawiony przy ulicy, który można w każdej chwili przestawić w inne miejsce. Dlatego, wcale nie dziwi mnie, że Prezydent miał uwagi do funkcjonowania instytucji.
Kolejny wątek to próby wpływania na działalność kulturalną przez polityków rządzących miastem i formy nacisku na zakup konkretnych dzieł. Taka ingerencja jest według mnie niedopuszczalna. Podporządkowanie działalności instytucji kultury działalności politycznej obniża jakość oferty kulturalnej, a w tym przypadku także kolekcji CSW.
Jeszcze inną kwestią w całej tej wielowątkowej historii są oskarżenia Łubowskiego w stosunku do Prezydenta o naciski na formę zatrudnienia pracowników. W mojej opinii te zarzuty są raczej natury etycznej niż prawnej. Uważam, że samorząd powinien być wzorowym pracodawcą.
Na koniec zostawiam wątek wpływów, jakie w toruńskiej kulturze ma Marek Żydowicz. Doceniając jego osiągnięcia, także te związane z powstaniem CSW w Toruniu, nie możemy dopuścić do sytuacji, że Pan Żydowicz, wykorzystując swoją pozycję, zwalcza swoją konkurencję, zamiast współdziałać na rzecz rozwoju kultury.  W Toruniu jest miejsce zarówno dla działalności Kafki Jaworskiej, jak i Marka Żydowicza.
Cała ta sytuacja pokazuje, że w toruńskiej kulturze dzieje się źle, że trzeba wrócić do dyskusji o zarządzaniu kulturą. Już kilka lat temu środowisko niezależnych twórców i animatorów próbowało zmienić tę sytuację. Pod hasłem „Turkusowej Rewolucji” ludzie kultury wystosowali do Prezydenta 10 postulatów. Odbyło się kilkanaście debat, na jednej z nich Prezydent oznajmił, że będzie „Prezydentem Kultury”. Czas pokazał, że od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Problemy ciągle są te same. Przegraliśmy walkę o ESK, zniknęły kulturotwórcze miejsca (Cafe Draże, Teatr Wiczy, Galeria nad Wisłą, Niebo), kreatywni mieszkańcy i artyści wyjechali do innych miast. Ale „Turkusowa Rewolucja” trwa nadal, tylko przybrała inna formę...