Każdy z nas jest pieszym.

Każdy z nas jest pieszym.
Każdy rodzic pamięta dzień, w którym jego dziecko stanęło na dwóch nogach i krok po kroku ruszyło przed siebie. Te chwile rodzice traktują w sposób wyjątkowy. Bo chodzenie to naturalny i podstawowy sposób poruszania się. Gdy spojrzymy na zdjęcia miast sprzed stu lat, zauważymy, że piesi poruszali się swobodnie we wszystkich kierunkach. Miasta były w głównej mierze domeną pieszych. Wraz z rozwojem motoryzacji piesi zostali przesunięci do fasad budynków i stopniowo ściskani na zmniejszających się chodnikach. Przywileje, które włodarze miast dali samochodom – szerokie drogi i miejsca parkingowe – stworzyły wręcz niedorzeczne warunki dla pieszych, o których po prostu zapomniano. Doprowadziło to do degradacji funkcji społecznej i kulturalnej przestrzeni publicznej, ponieważ jej tradycyjna funkcja jako miejsca spotkań i forum społecznego dialogu została zredukowana i stopniowo wyciszona. Tak działo się na całym świecie.
Problem ten dostrzeżono kilkadziesiąt lat temu i przez wiele lat prowadzono badania, analizy i dyskusje na temat życia i śmierci miast. Zdiagnozowano i udowodniono, że przyczyną degradacji miast jest eliminacja pieszych z przestrzeni publicznej. Dlatego obecnie w wielu miastach na świecie intensywnie realizuje się programy poprawiające warunki dla pieszych. Jako przykład chciałabym opowiedzieć o Melbourne, którego centrum w latach osiemdziesiątych było zbitkiem budynków otoczonych ulicami i samochodami, jak określano wówczas, miejscem bezużytecznym i pozbawionym życia. W 1994 roku wprowadzono tam imponujący program zmian. Pojawiły się nowe place, otwarto dla ruchu pieszego ulice, podwórza i zaułki. Poszerzono chodniki, a wzdłuż nich posadzono drzewa (sadzono 500 rocznie), zaprojektowano stylową infrastrukturę (meble miejskie i oświetlenie), nadając inny obraz miastu, w którym piesi czuli się coraz lepiej. Zmiana przestrzeni doprowadziła do tego, że liczba mieszkańców centrum zwiększyła się z 1000 w 1992 roku do 10000 w 2002. O 67% zwiększyła się również liczba studentów mieszkających na tym obszarze. W 1994 i 2004 roku przeprowadzono badanie, które dowiodło ścisły związek wzrostu aktywności ludzi i tempa życia z jakością przestrzeni publicznej i poprawą warunków dla pieszych. Wykazano, że dzięki podjętym działaniom, poziom aktywności w przestrzeni publicznej wzrósł trzykrotnie!
Podobne programy poprawiające warunki poruszania się po mieście pieszo, podejmowane są także w większości miast europejskich. Niestety cały czas włodarze polskich miast jeszcze nie dostrzegają, że dobre warunki dla pieszych to podstawowy warunek rozwoju miast.
Obecnie mieszkańcy polskich miast są w jednej z najgorszych sytuacji, porównując ją z innymi krajami Unii Europejskiej. Co piąty zabity pieszy z Unii ginie w Polsce. Idąc w Polsce ulicą, można stracić życie 10 razy łatwiej niż w Szwecji czy Danii. Pieszy jest u nas co trzecią ofiarą wypadku drogowego. Bardzo wielu ginie na zebrach - to drugie po jezdni najniebezpieczniejsze miejsce pod tym względem.
Dlatego potrzebna jest zmiana w myśleniu o komunikacji w mieście. Zamiast popełniać te same błędy co inne miasta, może powinniśmy zwrócić uwagę na dobre praktyki i obecne metamorfozy. Miasta przyjazne ludziom, to miasta przyjazne pieszym. A każdy z nas pieszym.