Artysta widzi więcej

 

Większość z nas kojarzy obraz Pabla Picasso „Guernica”. Namalowane przez mistrza w 1937 roku płótno przedstawia obraz tragedii, śmierci i zniszczenia baskijskiego miasta Guernica po nalocie Luftwaffe i obróceniu miasta w pył. To też proroctwo totalnego kataklizmu II Wojny Światowej, który pochłonął miliony ofiar.

Bo Artyści to współcześni prorocy.
Patrzą na świat przez pryzmat swojej wrażliwości, filtrują go i często widzą szybciej, więcej, dalej niż politycy czy naukowcy. Zło hitleryzmu dostrzegali niemieccy artyści lat 30tych na długo przed wybuchem wojny. Dlatego też naziści chcieli ich uciszyć, palono ich dzieła i zmuszano do ucieczki z kraju.

Niedawno byłam na czternastej edycji jednej z najważniejszych wystaw sztuki współczesnej - Documenta. Wśród wystawionych prac dominują tematy aktualnej polityki i problemów, przed którymi stoi współczesny świat Zachodu. I porażające jest to, jak wiele analogii widać między współczesnymi pracami, a antytotalitarną sztuką lat 30tych.

Najbardziej przykuwa uwagę ogromnych rozmiarów Partenon Marthy Minujín, zbudowany z książek zakazanych przez różne autokratyczne reżimy w XX wieku. Jest tam i Remarque, i Orwell, Sołżenicyn, Pasternak, Gombrowicz i wielu innych. Ale odniesień do okropności wojny, totalitaryzmów, wojen, problemów z uchodźcami jest mnóstwo. Sergio Zevallos z instalacjami "A War Machine" przeraża siłą i pomysłowością przemocy. Rysunki Adama Broomberga i Olivera Chanarin "The Prestige of Terror" to fotografie wojny bez obrazu. Na pytania, "Czym jest demokracja", "Co z tą demokracją", które padają w video Olivera Resslera, odpowiadają aktywiści z Moskwy, Amsterdamu, Berlina, Budapesztu, Londynu, Warszawy, Paryża. Czy różnią się te odpowiedzi? Nie. A na fasadzie Fridericianum Banu Cennetoğlu zastąpiła nazwę muzeum napisem „BEINGSAFEISSCARY” - bycie bezpiecznym przeraża. Mogłabym tak wyliczać.

Współcześni artyści dostrzegają kryzys Zachodu, demokracji, wolności i solidarności. Zupełnie jak twórcy z lat 30tych. Zasadnym więc jest pytanie czy Europa znów zmierza w stronę totalnego kataklizmu? I co nim będzie? Kto zaprószy ogień pod tą beczką prochu?
Wystawa w Kassel daje dość jednoznaczną odpowiedź. Nie będą to uchodźcy, którzy przedstawieni są jako ofiary współczesnego świata. Europę podpalimy my, Europejczycy, jeśli damy się zwieść fałszywym prorokom – populistom i nacjonalistom.
Zupełnie jak 80 lat temu. Europejczycy wydają się być zagubieni we współczesności. Z jednej strony napływ imigrantów, z drugiej presja na utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji i statusu w coraz bardziej niepewnym, nieoczywistym świecie. Niebezpieczeństwo przestało kojarzyć się z wojną, frontem gdzieś oddali, a zaczęło czaić się w sali koncertowej, na rogu ulicy, na deptaku, w metrze. W niepewnym świecie lat trzydziestych ludzie zaczęli uciekać od wolności w stronę nacjonalizmu i szowinizmu. Współcześnie coraz większy poklask zyskują politycy, którzy igrają z ogniem budząc te same demony. Le Pen, Orban, Kaczyński czy Putin pod płaszczykiem powrotu do tradycyjnych wartości obiecują wydmuszki: bezpieczeństwa, siły, godności. To gra pozorów, która w każdej chwili może im się wymknąć spod kontroli.

Artyści widzą więcej. Widzą, że Europa pogrąża się w kryzysie wartości i że nic nie jest dane raz na zawsze. Także nasze europejskie, wygodne życie.

Jest takie powiedzenie, że historia zatoczyła koło. Oby nie tym razem.