Oczka i III sektor

Często słyszę od dzisiejszych trzydziesto i czterdziestolatków, że nasze pokolenie nie miało i nie ma o co walczyć i nie wytworzyło wspólnej tożsamości. W 1989 roku byliśmy jeszcze zbyt młodzi i przemiany ustrojowe w Polsce pamiętamy z dzieciństwa, jednak to był czas zaangażowania pokolenia naszych rodziców. Nowa demokratyczna rzeczywistość umożliwiła co prawda rozkwit niezależnych inicjatyw, ruchów i organizacji - na dzień dzisiejszy mamy około 60 tysięcy organizacji pozarządowych w Polsce,  ale równocześnie odczuwalny był i jest spadek aktywności obywatelskiej, brak zaufania społecznego do siebie nawzajem oraz w stosunku do państwa i instytucji publicznych. W czasach, kiedy zaangażowanie w interes prywatny stało się czymś oczywistym, ludzie, którzy zakładali organizacje pozarządowe i mówili o interesie publicznym, wspólnym, postrzegani byli jak wariaci, którzy zajmują się sprawami drugorzędnymi. Warunki pracy w III sektorze w Polsce nie są łatwe. Niewiele organizacji jest w stanie zatrudnić pracowników, więc praca w organizacjach wykonywana jest często po pracy zarobkowej. Ale mimo tych trudności, działalność tych ludzi, dziś zaczyna owocować.
Od niespełna dwóch lat wyraźnie obserwuję, że zaczęło się coś zmieniać. Ta tożsamość, której szukaliśmy jeszcze kilka lat temu wyraźnie się zarysowuje w ruchach obywatelskich, poprzez bunt do istniejącego porządku społecznego i politycznego. Zeszłoroczne wybory samorządowe oraz nie tak dawne prezydenckie pokazują, że następuje „wymiana pokoleniowa”. Dzisiaj organizacje pozarządowe, stanowiące trzeci filar, obok administracji i biznesu, realizują potrzeby nie tylko  własnych  grup społecznych  ale również zadania wynikające z polityki państwa, których państwo nie realizuje należycie lub takie, które mimo istniejącego zapotrzebowania społecznego nie są podejmowane ani przez  sektor publiczny ani sektor prywatny, zorientowany na zysk.
Od wielu lat sama czynnie działam w organizacjach pozarządowych. Praca w III sektorze to nie zabawa. Stereotypowe wyobrażenie o pracownikach fundacji i stowarzyszeń – obraz dyletantów z misją – to już przeszłość. Organizacje pozarządowe mają potencjał ludzki i organizacyjny, ekspertów i praktyków, aktywnych liderów, członków i wolontariuszy. Bardzo często przyczyniają się one do likwidacji tzw. ,,białych plam”, istniejących w różnych obszarach życia społeczno-gospodarczego. To organizacje pozarządowe wpływają na wzrost aktywności obywateli i ich wzajemne zaufanie. Ukierunkowane są na rozwiązywanie określonych problemów i są w nich wyspecjalizowane, co wynika z ich bogatego doświadczenia i głębokiego zaangażowania uczestników. To organizacje pozarządowe wraz ze swoimi liderami, odgrywają dziś decydującą rolę w zmianie, świadkami której jesteśmy.
Tydzień temu odbyło się w Ciechocinku dwudniowe spotkanie toruńskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego, której jestem członkinią. Rada jest ciałem doradczym, konsultacyjnym i opiniotwórczym. Zajmuje się zagadnieniami związanymi ze współpracą miasta z organizacjami pozarządowymi. Na spotkaniu dyskutowaliśmy między innymi w jaki sposób Rada może przyczynić się do rozwoju III sektora w naszym mieście. Omówiliśmy również najbliższe forum dla organizacji pozarządowych, które odbędzie się 21 października, w dworze Artusa w Torunia.
Forum jest miejscem corocznego spotkania dwóch sektorów: pozarządowego i administracji samorządowej. Chcielibyśmy, aby było miejscem stwarzającym realną przestrzeń do dyskusji, do poszukiwania rozwiązań w tematach newralgicznych na linii samorząd-organizacje. Doświadczenia państw zachodnich wskazują bowiem, że jeżeli są wytworzone dobre mechanizmy rozwijające społeczeństwo obywatelskie, budowany jest kapitał społeczny i zwiększa się jakość życia w lokalnych społecznościach.
Dlatego zachęcam już dzisiaj do uczestnictwa w forum wszystkie toruńskie organizacje pozarządowe. A dzisiejszych nieaktywnych i zblazowanych trzydziestolatków i czterdziestolatków do angażowania się w życie społeczne i wzięcia spraw w swoje ręce. To jest nasz czas.