Epitafium dla Tomasza M.

„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci”
Dzisiaj piszę trzynasty felieton dla gazety. W trzynastym felietonie opowiem Wam o trzech momentach pewnej znajomości.
Jeden moment. Dwadzieścia trzy lata temu jako początkujący socjolog zgłosiłam się na udział w badaniach mniejszości ukraińskiej na Mazurach. Pamiętam ten wyjazd do dzisiaj. Magiczna była już sama podróż. Wyruszyliśmy o świcie. Stałam na korytarzu i obserwowałam początek dnia. Obok mnie stał brodaty koleś w swetrze, inicjator tej wyprawy. Chyba nikt nie gadał tak nakręcony jak on. Każdego dnia, po badaniach, siadaliśmy wieczorami przy winie i rozprawialiśmy na czynniki pierwsze problemy metafizyczne. Raz pokłóciłam się z brodaczem. Nie pamiętam już zupełnie o co, ale pamiętam jak następnego dnia przylazł z bukietem łąkowych kwiatów i powiedział: weź się już nie dąsaj mądralo i tak ja mam rację.
Drugi moment. Zeszłej wiosny spotkaliśmy się przypadkiem. Piliśmy tanią herbatę w papierowych kubkach w jakiejś obskurnej knajpce i rozprawialiśmy znowu o sensie wszystkiego, o komiksie i Ormianach. Wypożyczyłam mu książki o herbacie do artykułu. Zwrócił wszystkie. Nad artykułem dyskutowaliśmy. Oj, co to była za dyskusja.
Trzeci moment. Telefon dzwoni jak oszalały. Nie mogę odebrać, bo jestem na spotkaniu. Brodacz pisze smsa: pilnie musimy pogadać. Wychodzę z sali, dzwonię i pytam: Co jest pilne? „Przeczytałem, że zaczynacie zmieniać to miasto. Czas Mieszkańców to też ja. Chcę z Wami!” I był. Dociekliwy, dowcipny, zaangażowany, obecny, gadatliwy, pracowity, melancholijny, dobry, ciekawski, potrzebny, skromny. Pasjonat, smakosz. Taki jak zawsze. Tylko on z nienaganną nonszalancją nosił codziennie na nogach sandały w duecie ze skarpetami. Tylko jemu ta kombinacja pasowała. Tylko on z szelmowskim uśmiechem wołał od progu  „Czołem Partii!”
Od dwudziestu trzech lat co rusz myliłam jego imię z nazwiskiem…. „TOMEK, nie MARCIN! Tyle lat się znamy a ty zawsze po swojemu. No weź się w końcu naucz!”. Nauczyłam się.
We czwartek rano, o 3:30 zmarł nagle mój kolega ze studiów i nasz kolega z drużyny Czas Mieszkańców. TOMEK MARCINIAK – pracownik naukowy, pedagog i socjolog kultury, zajmował się mniejszościami narodowymi, procesami migracyjnymi, głównie ormiańskimi oraz kulturą masową, przede wszystkim i zawsze komiksem. Był autorem tezy (zw. Klątwy Marciniaka), według której komiks miałby być jedynym elementem zachodniej pop-kultury, który nie zakorzenił się w Polsce. Tomek Mieszkał w Toruniu, ale często wspominał Chełmno, w którym się wychował. Dosłowne kilka dni temu dostał grant na kolejną autorską książkę o komiksie. Chciał też pojechać do Kazachstanu jako obserwator wyborów. Czas Mieszkańców to również jego sukces. Bardzo trudno jest pogodzić się z myślą, że Tomek już nie przyjdzie na spotkanie, nie wtrąci swoich trzech groszy, nie rozbawi anegdotą. Tomku - wieczność będzie trwać. Obiecuję. Pogrzeb Tomka odbędzie się w czwartek, o godzinie 12:00 w Chełmnie.