Pierwsze wystapienie odnośnie absolutorium.

Szanowny Panie Przewodniczący, Szanowna Rado,  Mieszkańcy Torunia,
Panie Prezydencie

To jest pierwsze wystąpienie klubu radnych “Czas Mieszkańców” odnośnie Pana absolutorium. Przygotowywaliśmy się do tego, jaką podjąć decyzję od dawna. Przez ostatnie pół roku zadawaliśmy wiele pytań. Na część nie otrzymaliśmy odpowiedzi, na wiele z nich dostajemy odpowiedzi bezwartościowe, wymijające. Bardzo trudno jest oceniać działania Prezydenta, jeśli radni mają ograniczony dostęp do informacji, nie mogą otrzymać wyczerpujących danych.

W związku z tym, staraliśmy się przypomnieć sobie, co oprócz kampanii wyborczej było w ubiegłym roku wydarzeniem, które najbardziej utkwiło nam w pamięci. I przed oczami mamy zrozpaczone dzieci i rodziców podczas sesji o likwidacji Domu Harcerza. I od tego chciałabym zacząć.

1. DOM HARCERZA

Pamiętamy pomysł Pana Prezydenta związany z dyslokacją Ogniska Pracy Pozaszkolnej "Dom Harcerza". Promował ją Pan hasłem "rozbicia na drożdże, które w dalszym etapie będą rosnąć". W praktyce dyslokacja miała być likwidacją placówki i wprowadzeniem do szkól zajęć, które generalnie wywodzą się z aktywności pozaszkolnej. Hasłem tym nie przekonał Pan nie tylko rodziców dzieci uczęszczających do OPP, ale także wielu mieszkańców Torunia. Mimo to, nie ugiął się Pan przed argumentami, że eksperyment na dobrze funkcjonującej placówce, która dzięki swojej długoletniej działalności stała się jednym z najważniejszych miejsc w zakresie edukacji artystycznej i kulturalnej na terenie Starego Miasta, nie jest ani dobry, ani pożądany. Z niewiadomych dla nas przyczyn, bo nie wyjawił Pan, prawdziwych intencji, co do przyszłosci Pałacu Meissnerów, nie zastosował się Pan Prezydent do złotej zasady, znanej bardzo wielu, że "dobre trzeba skupiać i wzmacniać, a złe rozpraszać". Sugerowanie przeznaczenia budynku dla harcerzy, niepotrzebnie dzieliło środowiska zajmujące się animowaniem dzieci i młodzieży oraz pracowników OPP z jednej strony i harcerzy z drugiej. Dopiero sprzeciw kilkunastu tysięcy torunian wywarł wpływ na Pana decyzję.
Była to wielka lekcja lokalnej demokracji i test, którego w naszej ocenie Pan nie zdał.

2. INWESTYCJE DROGOWE
Od wielu lat, jeszcze będąc poza Radą Miasta, jako organizacje pozarządowe protestowaliśmy przeciw planom wprowadzania tranzytu do centrum miasta. Bo planowany przez Pana Prezydenta układ szkieletowy Torunia, zakłada właśnie wprowadzenie ruchu tranzytowego m.in. przez Chełmińskie Przedmieście, a cały ruch na osi Bydgoszcz-Olsztyn ma zostać poprowadzony przez centrum miasta!!
I pomimo tego, że tak duże środki wydajemy na nowy układ szkieletowy, planowane rozwiązania nie wpisują się w inne inwestycje, i nie odciążają ruchu samochodowego na osiedlach.

Dlatego, w związku z realizowaną inwestycją, jaką jest rozbudowa Szpitala Wojewódzkiego na Bielanach apelujemy o jak najszybszą budowę odcinka „Trasy Średnicowej” od Węzła Wybickiego do ulicy Okrężnej. Uważamy, że budowa tego odcinka jest kluczowa dla nowego układu drogowego. Droga powinna zostać wybudowana niezwłocznie a nie jak planuje Pan Prezydent,  w najbliższym niekreślonym czasie.
Przecież Pan wie, że Szpital Wojewódzki na Bielanch po rozbudowie będzie generował ruch około 4,5 tysiąca pojazdów na dobę. Największy potok tych pojazdów powinien być skierowany bezpośrednio z tzw. głównego układu szkieletowego miasta. A taką możliwość daje przedłużenie „Trasy Średnicowej” od Szosy Chełmińskiej do ulicy Okrężnej. Skierowanie w ten układ pojazdów pacjentów i personelu szpitala umożliwi separację ruchu dojazdowego od osiedli mieszkaniowych.
Dojazd ten pozwoliłby też na efektywne wykorzystanie zainwestowanych środkków w infrastrukturę drogową: czyli mostu za ponad 700 mln, Trasy Średnicowej za około 160 mln, oraz planowanych wydatków na trasę nowomostową  w ilości ponad 550 mln.
Dojazd karetek pogotowia ratunkowego tą trasą będzie najszybszy, co zwiększy szansę na
przeżycie osób dowożonych do oddziału ratunkowego. Jak wiemy czas jest jednym z najważniejszych elementów decydujących o szansach przeżycia poszkodowanych np. w wypadkach drogowych.
Natomiast wjazd do szpitala istniejącą bramą przy ulicy Św. Józefa powinien być wjazdem podstawowym dla  ruchu pieszego, rowerowego oraz osób korzystających z komunikacji publicznej i JEDYNIE dla ruchu lokalnego.

Proponowany przez Pana Prezydenta, a przyjęty na ostatniej sesji Rady Miasta Torunia, Plan Zagospodarowania Przestrzennego, między innymi wskazuje możliwość budowy ulicy Długiej na odcinku od Szosy Chełmińskiej do ulicy Św. Józefa. Jest to oczywista kontynuacja istniejącego odcinka. Uważamy jednak, że ulicy tej nie wolno nam budować jako głównej drogi dojazdowej do szpitala. Jej realizację powinniśmy odłożyć do czasu wybudowania postulowanego przez nas odcinka „Trasy Średnicowej”. Tylko taka kolejność inwestycji pozwoli zachować lokalny charakter tej ulicy dając szansę na bezpieczne dojście do szkoły podstawowej okolicznym dzieciom.
NIe zgadzamy się, aby tak wielu mieszkańców i dwie szkoły znalazły się w jednym wielkim wężle drogowym.

Jak to się ma do wystąpienia oceniającego działania Prezydenta w 2014 roku? 
Otóż to właśnie w 2014 roku Prezydent wydał pozwolenie na rozbudowę szpitala wojewódzkiego nie uwzględniając potrzeby intensyfikacji prac nad przedłużeniem trasy średnicowej. W budżecie 2014 rezerwa na przygotowanie inwestycji pozwalała rozpocząć wstępne prace koncepcyjne. Niestety Pan Prezydent powstrzymywał się od zdecydowanych działań w zakresie przygotowania do realizacji tej inwestycji.

Jednocześnie uważamy, że droga od Chełmińskiej do Okrężnej nie musi być kolejną toruńską autostradą w poprzek miasta. Być może zupełnie wystarczająca jest dwukierunkowa jezdnia z poszerzeniami na skrzyżowaniach, tam gdzie to jest możliwe. Już dzisiaj ulica ta umożliwiłaby projektowanie połączenia ze szpitalem wojewódzkim łącząc ten szpital z układem dróg głównych. Koncepcja taka w ogóle nie wchodziłaby w kolizje z zabytkową willą i terenem przylegającym. Być może trasa powinna być zbudowana w zagłębieniu?

Apelujemy, aby Pan Prezydent jeszcze w tym półroczu rozpisał przetarg na opracowanie koncepcji, tak abyśmy byli gotowi z projektem w roku 2016. Oczywiście należy jeszcze uwzględnić czas na konsultacje społeczne.

W 2014 roku zlecił Pan przygotowanie analizy drogowej i wypracowanie koncepcji rozbudowy Trasy Wschodniej w kierunku północnym. Jednocześnie nie zalecił Pan,  aby w  tym opracowaniu przygotować połączenie osiedla Rubinkowo bezpośrednio z tą trasą. To dopiero aktywność mieszkańców w trakcie konsultacji społecznych doprowadziła do takiego rozwiązania. W czasie prac nad tym opracowaniem nie pojawiła się jednak analiza bezkolizyjnego połączenia ulicy Rydygiera z Trasą Wschodnią, pomimo, że inne skrzyżowania na tej trasie będą miały taką możliwość.
Przy okazji projektowania tej trasy pojawiły się też wnioski przedsiębiorców prowadzących firmy przy ul. Wschodniej o możliwość zbudownia tej trasy w sposób najmniej obciążajacy okoliczne tereny, czyli trasa w wykopie. Jednak znalazła się firma, która kategorycznie sporzeciwiała się takiemu rozwiązaniu.  To firma, która otrzymała od gminy miasta Toruń teren wartości prawie 2 milionów złotych.

Panie Prezydencie. Apelujemy a zmianę projektu Trasy Wschodniej, tak aby skrzyżowanie z ulicą Rydygiera było bezkolizyjne. Bo obecne rozwiązanie może generować wypadki.  No chyba że da Pan słowo, że tam nikt nie zginie.

Panie Prezydencie, nieprzemyślne rozbudowy dróg przez osiedla tylko pogarszają jakość życia mieszkańców. Konstytucji 3 Maja, Trasa Wschodnia, Średnicówka czy trasa tranzytowa przez Chełmińskie, to nie są projekty na miarę Torunia naszych marzeń.


3. Zieleń w mieście
Pytaliśmy ile drzew Pan Prezydent wyciął lub zgodził się na wycięcie. Nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na to pytanie, jak rozumiemy boi się Pan tej liczby.
W związku z tym, że nie jesteśmy w stanie ocenić jak wiele drzew wycięto w ubiegłym roku w Toruniu, nie jesteśmy w stanie ocenić skali problemu. A problem jest. I to poważny. Duże dorodne drzewa produkują tlen, dają cień, oczyszczają powietrze, generalnie poprawiają jakość życia w mieście. Lekką ręką zgadza się Pan na wycinanie setek, a może tysięcy drzew w mieście.
Jeśli wycinki są koniecznością, chcielibyśmy aby zapewniał Pan mieszkańcom kompensację utraconej zieleni. I nie chodzi tu o liczbę drzew, ale wielkość biologicznie czynnej powierzchni zielonej.

Trasa Wschodnia to dziesiątki tysięcy metrów kwadratowych terenu, który dziś już nie absorbuje wody opadowej i nie wytwarza tlenu. Zieleń wysoka posadzona prawie dwa lata temu, która miała zastąpić zieleń zniszczoną w celu budowy trasy, dziś straszy obumarłymi kikutami, rachityczną zielenią pojedynczych liści. To 100 czy 150 drzew, które mogłyby od dwóch lat poprawiać klimat miasta. Tutaj nie trzeba było wydawać pieniędzy, nie trzeba było zatrudniać dodatkowych urzędników, wystarczyło wymóc na wykonawcy, aby na bieżąco uzupełniał usunięte drzewa. Czy umowa przygotowana dla naszej największej inwestycji wspartej kolosalną dotacją z Uni Europejskiej, nie przewidywała takiej możliwości?

4. WĘZEŁ PRZESIADKOWY TORUŃ-MIASTO
Jesteśmy bardzo zaniepokojeni realizacją wartego ponad 272 mln projektu BIT CITY. Przyjęte rozwiązania w wielu miejscach raczej utrudnią komunikację mieszkańców, czasami wręcz dyskryminując pieszych.
W związku z tym pytamy, czy m.in. projekt kładki przy dworcu Toruń Miasto, był konsultowany z kimkolwiek? Czy osoby niepełnosprawne opiniowały ten projekt?  Dlaczego kładka stoi na chodniku, właściwe go blokując. O minięciu się z wózkiem, czy bezpiecznym przejechaniu wózkiem inwalidzkim nie ma mowy. Jednocześnie droga rowerowa kilkakrotnie przecina chodnik. To jest po  prostu niebezpieczne. Niestety standard projektowania dróg jest w naszym mieście ciągle na żenująco niskim poziomie.
Ale rozwiązań pogarszających komunikację dla pieszych w tym projekcie jest więcej. Choćby zwężony i WYBRUKOWANY chodnik!!! 
Jednocześnie na ul. Św Katarzyny pojawiły się światła. Czy to jest naprawdę konieczne aby piesi musieli czekać na tej małej uliczce Starego Miasta aby przejść na drugą stronę?


5. ZABYTKI
Jesteśmy przerażeni wielkimi inwestycjami, dzięki którym toruńskie przedmieścia coraz bardziej toną pod asfaltem, tracąc swój lokalny, wyjątkowy charakter. Przecinane przez trasy szybkiego ruchu, są szatkowane bez poszanowania lokalnej, tradycyjnej sieci komunikacyjnej, a przede wszystkim ruchu pieszego. M.in. codziennej drogi dzieci do szkół, jak to ma miejsce w przypadku trasy Średnicowej śladem ul. Wybickiego.
Najlepszym przykładem zbrodni na miejskim krajobrazie jest Chełmionka. Dzięki budowie mało zasadnej trasy Staromostowej, ta historyczna dzielnica w szybkim tempie przestaje istnieć. Budynki historyczne, które w innych krajach otacza się opieką, w Toruniu przez lata zostały doprowadzone do ruiny, a ostatecznie wyburzone. Do tego wszystkiego dzięki drogowym inwestycjom i często nieuzasadnionym inwestycjom deweloperskim, Chełmińskie Przedmieście systematycznie pozbawiane jest zieleni. W zamian instalowane są zielone ekrany, które jednak z zielenią nie mają nic wspólnego.
A tak naprawdę wystarczyło w przemyślany sposób zmodernizować Szosę Chełmińską.

2014 rok to również kolejny rok zaniedbań toruńskich zabytków, szczególnie tych, które znajdują się poza obszarem UNESCO. Sztandarowym już przykładem jest budynek przy ul. Bydgoskiej 50/52, który w 1983 roku wpisany do rejestru zabytków nie doczekał się remontu do dziś. Ta „perła Bydgoskiego Przedmieścia” obecnie jest w katastrofalnym stanie i nie wiadomo, czy remontu doczeka.
W podobnej sytuacji są toruńskie forty, obiekty wyjątkowe, które z roku na rok są w coraz bardziej beznadziejnym stanie. Ich katastrofalny stan, ostatnio poddany pod dyskusję, jednak nie dzięki działaniom Urzędu Miasta Torunia, ale dzięki apelowi o ich uratowanie, który napisali społecznicy.
I wreszcie Stare Miasto, nasza wizytówka, mimo że wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ciągle pustoszeje. Lokale mieszkalne i usługowe są opuszczane na rzecz nowych osiedli i galerii handlowych. To był kolejny rok braku konkretnych starań o przywrócenie tej dzielnicy do życia.


6. Niejasności w TIS
Panie Prezydencie. Toruńska Infrastruktura Sportowa wynajęła ponad tysiąc mkw pod siłownię, fitness i SPA spółce Leader Fit. Spółka Leader Fit została zarejestrowana w KRS w lutym 2014. Jednak nabór ofert na wynajem przestrzeni w hali na Bema odbył się w grudniu 2013! Ofertę złożyła tylko ta jedna firma. Jak to się stało, że nikt nie wiedział o naborze ofert poza spółką, która w tamtym czasie nie istniała? Czy rzeczywiście Prezes Skibiński dochował należytej staranności nad powierzonym mieniem? O niejasnościach w tej miejskiej spółce nie tak dawno mogliśmy przeczytać w jednej z lokalnych gazet. Tych niejasności w tym przypadku jest wiele, a wyjaśnienia Pana Prezydenta w tej sprawie są wymijające.

7.    Spółki sportowe
Karygodny jest sposób marnowania pieniędzy przy okazji założenia i prowadzenia spółek, prowadzących drużyny sportowe: piłkarskiej Elany i hokejowej Nesty, w których miasto objęło większościowe udziały.
Już w momencie zakładania spółek, z nieznanych powodów potraktowano je całkowicie odmiennie. Spółka hokejowa powstała jako niezadłużona, rozpoczynająca działalność z czystym kontem organizacja, natomiast nowo tworzona spółka piłkarska przejęła 3 miliony długu wcześniej działającego stowarzyszenia i od początku, z woli założycieli znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Podkreślić trzeba, że działające wcześniej stowarzyszenie, prowadzące drużynę hokejową, także było zadłużone, choć na znacznie niższą kwotę. Jednak długi tego stowarzyszenia, decyzją Prezydenta Zaleskiego nie zostały przejęte przez nowo powstającą spółkę.
Obie spółki powstały w tym samym czasie, trudno więc znaleźć logiczne i rozsądne wyjaśnienie dla tak różnego potraktowania dokonań ich poprzedników. Przejęcie długów piłkarzy było oczywistą niegospodarnością i żaden prywatny właściciel na taki krok by się nie zdecydował. W zamian za przejęcie długów miasto nie otrzymało bowiem ani miejsca w ekstraklasie, ani nawet w 1 lidze. Nie otrzymało nic, co usprawiedliwiałoby tak nierozsądną finansowo decyzję. W ten sposób zwolniono jednak z odpowiedzialności finansowej osoby odpowiedzialne za powstanie tego długu. Za błędy i niegospodarność  tych osób (jeżeli tylko takie były przyczyny powstania długu), zapłacili podatnicy.
Konsekwencje takiego postępowania szybko dały znać o sobie. Mimo dofinansowania spółki w kolejnych latach, w różnych formach kwotą ponad 3 milionów złotych, drużyna piłkarska, do prowadzenia której powstała spółka, szybko osiągnęła dno, czyli zaliczyła spektakularny spadek do IV ligi i zadomowiła się tam na dłużej. Toruńscy kibice mogli ostatnio oglądać w akcji drużyny z takich "metropolii" jak: Konojady, Osie, Lubanie, Złotniki Kujawskie czy Izbica Kujawska. Nic nie ujmując tym miejscowościom z naszego województwa, wpompowanie milionów złotych miejskich pieniędzy w drużynę, która gra na tym poziomie, wydaje się całkowicie poronionym pomysłem. Drużyny z wymienionych wyżej miast funkcjonują za kwoty kilkukrotnie mniejsze.
Na dodatek spółka Elana Toruń od początku swego działania postępowała niezgodnie z prawem. Nie składała do Krajowego Rejestru Sądowego rocznych sprawozdań finansowych a właściciel, poprzez Radę Nadzorczą, milcząco to akceptował. Żebyśmy mieli jasność - ten, tolerujący bezprawie właściciel, to Gmina Miasta Toruń. Zarząd Spółki oraz jej Prokurent Jarosław Więckowski (żeby była jasność Dyrektor Wydziału Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Torunia) nie ponieśli z tego tytułu żadnej odpowiedzialności.
Zgodnie z przepisami prawa, władze spółki powinny zgłosić wniosek o jej upadłość w momencie, gdy jej sytuacja finansowa osiąga pewien ściśle określony poziom. Nie wnikając w szczegóły kodeksowe, taka sytuacja w spółce piłkarskiej istniała od dawna. Ale władze spółki na to nie reagowały. Na łamanie prawa nie reagował też właściciel, czyli Gmina Miasta Toruń. Brak zgłoszenia wniosku o upadłość umożliwiał dalsze, bezkarne marnowanie pieniędzy podatników, które Prezydent Zaleski jakże chętnie, rok w rok przyznawał temu bankrutowi.

Co najmniej niegospodarnością nazwać można także inne działania Urzędu Miasta wobec piłkarskiej spółki. Należąca w 100% do miasta, spółka MPO, udzieliła spółce Elana Toruń 200 tysięcy złotych pożyczki, choć sytuacja piłkarskiej spółki z góry wskazywała na to, że pieniędzy tych MPO nigdy nie odzyska. Na dodatek pożyczka została udzielona bez wymaganej prawem zgody Rady Nadzorczej MPO. Pieniądze te do tej pory nie zostały odzyskane.
Gdyby zaistniała możliwość uczciwego audytu wydatków spółki piłkarskiej, w czasie gdy jej akcje należały do miasta, okazałoby się że nie ma w tej spółce zbyt wielu wydatków w niektórych kategoriach, np. na transport i ochronę podczas zawodów. Czyżby spółka nie miała takich potrzeb jeżdżąc na wyjazdowe mecze lub organizując je w Toruniu? A może warto sprawdzić, czy w tym samym czasie nie pojawiły się takie wydatki w Wydziale Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Torunia? Czy taka ukryta forma wspierania spółki akcyjnej, której tylko część akcji należy do miasta, jest zgodna z prawem? I czy to przypadek, że zarówno Prokurentem spółki akcyjnej, jak i dyrektorem tego Wydziału jest ta sama osoba? Trudno znaleźć dokumenty, w których Rada Miasta upoważniła Pana Prezydenta do takich działań, dlaczego więc Rada Miasta akceptuje je bez zastrzeżeń?
W lipcu 2014 roku Gmina Miasta Toruń sprzedała wszystkie posiadane akcje spółki za 
49 500 złotych. W 2010 roku, tworząc spółkę, Gmina Miasta Toruń wydała na te same akcje 450 000 złotych. Biorąc pod uwagę wymienione wcześniej nieprawidłowości i wydatki, strata na prowadzeniu tej spółki jest tak oczywista, że w maju tego roku toruńska prokuratura wszczęła postępowanie "w sprawie zaistniałego w latach 2010-2014 w Toruniu nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków i wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach Gminie Toruń w kwocie 2 mln zł". Liczymy na to, że prokuratorskie śledztwo ujawni prawdę o skali marnotrastwa.
Całkiem podobnym "sukcesem" Pana Prezydenta zakończyło się utworzenie Hokejowej Spółki Akcyjnej. Ta spółka powstała bez przejmowania zadłużenia wcześniej istniejącego stowarzyszenia, miała więc dużo łatwiejszy start. A jednak w krótkim okresie jej władze doprowadziły spółkę do ponad milionowego zadłużenia, co skończyło się wycofaniem drużyny z rozgrywek w trakcie sezonu. Skandal jaki to wywołało, odbił się szerokim echem w mediach ogólnopolskich i środowisku sportowym. A przecież spora część przekazywanych przez Gminę Toruń spółkom sportowym pieniędzy, przeznaczona jest na promowanie miasta. Otóż wycofywanie drużyny hokejowej w środku rozgrywek, tak jak rywalizowanie przez piłkarzy Elany z amatorskimi drużynami na boiskach we wsiach i miasteczkach regionu, to nie jest reklama i promocja, jakiej oczekiwać powinno Miasto Toruń! To krótko mówiąc zmarnowane pieniądze!
Po wycofaniu się z rozgrywek w trakcie sezonu, drużyna hokejowa została zdegradowana na niższy szczebel rozgrywek i do tej pory nie zdołała się po tym upadku podnieść. Toruń opuścili najzdolniejsi zawodnicy a pozostałych, którzy traktują sport amatorsko, pracując w fabrykach do południa i trenując w wolnym czasie, miasto wzięło na swoje utrzymanie, fundując im stypendia. Na ten cel miasto przeznaczyło tylko w zeszłym roku 312 tysięcy złotych oraz 60 tysięcy, jako nagrodę zbiorową dla drużyny tylko za to, że grała w fazie play-off rozgrywek (co nie jest żadnym sukcesem, bo na tym poziomie rozgrywek w tej fazie gra niemal każda drużyna, która zgłosiła chęć grania).
Dług, który powstał w pierwszych latach istnienia spółki, do dziś nie został w całości spłacony, od drużyny odwrócili się sponsorzy, niemal cała odpowiedzialność za jej utrzymanie spoczywa na budżecie Gminy Toruń. W ostatnich trzech latach przekazano spółce z kasy miasta 2 245 000 złotych. Z tej kwoty ponad 200 tysięcy złotych kosztowało wynagrodzenie jednoosobowego Zarządu, a prawie 30 tysięcy - diety członków Rady Nadzorczej. Czy to były rozsądnie wydane pieniądze? A to tylko ostatnie trzy lata!
Dziś trzeba spytać wprost - czy i tę spółkę czeka los Elany Toruń? Czy i ta "inwestycja" skończy się prokuratorskim śledztwem? Obserwując nadzór nad tą spółką ze strony Pana Prezydenta oraz odpowiedzialnego za ten obszar działania miasta wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, wiele na to wskazuje. Przewodniczącym Rady Nadzorczej spółki jest znany w mieście Grzegorz Grabowski, który jednocześnie jest prezesem spółki, realizującej największą inwestycję Torunia - salę na Jordankach. Nadzór nad spółką hokejową wskazuje, że w tej dziedzinie Pan Grzegorz sukcesu nie odniósł. Bo przecież także ta spółka utraciła płynność finansową i praktycznie musiała zaprzestać działalności (czyli wycofać drużynę z rozgrywek, choć do tego została powołana!), zdając się na spłacanie długów z pieniędzy przekazywanych przez Miasto Toruń. Gdzie są pozostali wspólnicy spółki? Jakie nakłady na jej działanie ponoszą? Czy ich obecność w spółce służy dobru spółki, czy tylko tworzeniu niezdrowego układu powiązań biznesowo-towarzyskich? Czy w tej sytuacji władze spółki nie powinny zgłosić wniosku o upadłość?
Nurtujące jest jeszcze jedno pytanie. Czy to tylko zbieg okoliczności, że i w spółce hokejowej Prokurentem jest Dyrektor Wydziału Sportu i Turystyki Jarosław Więckowski? Wyniki spółek, w których Pan dyrektor jest Prokurentem wskazują, że delikatnie mówiąc, nie ma on dużego szczęścia w interesach. Być może pieniądze przeznaczone przez spółkę hokejową na jego zatrudnienie, warto wydać na innego, bardziej doświadczonego menedżera? I bez wątpienia wskazane jest, żeby w Radach Nadzorczych spółek, których akcje posiada Gmina Toruń, jej interesy reprezentowali fachowcy, którzy będą w stanie zauważyć nieprawidłowości, skutkujące systematycznym obniżaniem wartości akcji, należących do miasta.

Za protokołem z sesji Rady Miasta w 2010 roku, podczas której podejmowano decyzję o powstaniu spółki hokejowej, zacytuję Zbigniewa Rasielewskiego, który wtedy powiedział: "Miasto w tym momencie nie ma żadnego wyboru. (...) Trzeba iść w obranym obecnie kierunku. Ten kierunek jest lepszy niż do tej pory. Będzie większa możliwość wpływu na przepływ pieniędzy. Historia pokaże, czy to była dobra decyzja. Za kilka lat będzie można powiedzieć, że się udało, bo była kontrola z akcjonariuszami lub nie udało się, bo popełniono błędy." Panie Prezydencie, kilka lat minęło i widać, że były to słowa prorocze - tak Panie Prezydencie, nie udało się, nie udało się bo popełniono mnóstwo błędów. I faktycznie osiągnięto tylko jeden cel, tak jak go wskazał w 2010 roku Prezydent Rasielewski - miasto ma większą możliwość wpływu na przepływ pieniędzy. Tylko czy na pewno jest to prawidłowy kierunek?

8. DOMY DZIECKA
W Toruniu mamy trzy domy dziecka skupione w Centrum Placówek Opiekuńczo – Wychowawczych Młody Las. Wcześniej były to trzy osobne placówki. Każda z nich posiadała swojego dyrektora. Po przekształceniach jeden dyrektor nie tylko kieruje pracą trzech palcówek, ma on również ostateczny i rozstrzygający głos przy podejmowaniu ważnych dla wychowanków decyzji. Ponieważ przeważnie nie zna powierzonych mu wychowanków, zwłaszcza tych z dołączonych do centrum placówek, opiera się na opiniach i zaleceniach swoich pracowników. W tej sytuacji, z punktu widzenia wychowanka, ktoś zupełnie mu nieznany decyduje o jego losie i drodze życiowej. To są konsekwencje cięć w administracji placówek dotykające bezpośrednio dzieci, które są pod opieką gminy.
Ale cięcia poszły dalej. W placówce nr 3 funkcjonowała kuchnia, normalna rzecz. Kucharka przygotowywała śniadania i obiady. W dni świąteczne ponosiła główny ciężar świątecznych przygotowań.  Kuchnia to często serce domu, tam rodzi się domowa atmosfera. Dzisiaj dzieci z placówki nr 3 śniadania robią same, co nie jest problemem, a na obiady chodzą do sąsiedniej placówki na ul. Sienkiewicza. Ubyło z atmosfery domowej. Przybyło niepotrzebnych trudów i napięć.
To wszystko miało miejsce w poprzednich latach. A ubiegły rok przyniósł dalsze oszczędności i cięcia na osieroconych dzieciach. W placówkach zatrudnieni jeszcze są psychologowie i pedagodzy. Nie pełnią oni dyżurów z dziećmi lecz służą pomocą w trudnych sprawach, których w tych placówkach nie brakuje. Ich praca opiera się na znajomości dzieci, zaufaniu i tym wszystkim co buduje się między dzieckiem a wychowawcą w długotrwałym procesie wzajemnego poznawania się i rozwiązywania problemów. Pomysłem naszej gminy psycholodzy i pedagodzy z placówek maja zostać przeniesieni do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i pracę w Placówkach wykonywać z „doskoku”.  To tak jakby można było zostać rodzicem tylko do wykonywania określonych zadań. Nie liczy się więź, zaufanie, znajomość między ludźmi. Pomysł ten na razie został zablokowany wyrokiem sądu pracy.
Niestety, dochodzę do smutnej konstatacji, że za rozdęte zadłużenie Torunia w pierwszej kolejności płacą najsłabsi, wychowankowie z domów dziecka, dzieci w trudnej sytuacji rodzinnej. Ktoś zarzuci, że tak naprawdę piszę o etatach dla psychologów i pedagogów. Proszę mi odpowiedzieć na pytanie,  co jest najważniejsze w opiece nad dzieckiem: zapewnienie dostatku materialnego do przeżycia czy zapewnienie więzi i dobrej opieki ze strony dorosłych? Z zapewnieniem dostatku materialnego wystarczającego do przeżycia jakoś sobie radzimy. Ale obecna polityka finansowa gminy, sprowadzająca opiekę pedagogiczną do sumy kosztów, jest zaprzeczeniem odpowiedzialnej troski o najbardziej potrzebujących.

9. POMNIK ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH - ostatni
Nie było żadnych konsultacji społecznych, konkursu, który wyłoniłby najlepszy projekt. Wreszcie... zabrakło opinii środowisk artystycznych czy architektów. Niesamowite, że w 200-tysięcznym mieście ktoś wymyślił, że postawi pomnik, wskazał miejsce, Prezydent przyklasnął, rada przegłosowała i już bubel stoi. Cytujac słowa Jerzego Matusiak-Tusiackiego, toruńskiego inżyniera architekta “Symbolika jest mętna, nie czytam tego kodu artystycznego. Mamy kamień, pióra od husarii, współczesną mapę Polski z dołączonymi terenami wschodnimi za kratami. Pomieszane style i epoki. W skrócie to się kupy nie trzyma.”
Panie Prezydencie - ten pomnik to beznadzieja. Odpustowa bylejakość. Czy ten wielki kartofel z porożem, to odzwierciedlenie gustu Rady Miasta?
Całość, do natychmiastowego demontażu. To wygląda na robotę fachowców, którzy potrafią się posłużyć spawarką. Ten pomnik odbiera godność tym, których miał upamiętniać. Zmarnowaliśmy szansę na postawienie czegoś wartościowego. Rozumiem, że są ludzie, którzy potrzebują upamiętnienia historii, ale oni przecież nie mogą terroryzować pozostałych mieszkańców, narzucając wizję, która przekreśla całą estetykę okolicy. Proszę o tym pamiętać na przyszłosć. Niech będzie w tym mieście zespół, który zadba o jego estetykę.


Panie Prezydencie, mogłabym jeszcze więcej wymieniać sytuacji, które oceniamy krytycznie. Ale już nie miałam siły na dalsze ich opisywanie. Ich liczba zdecydowała o tym, że klub radnych Czas Mieszkańców zagłosuje przeciwko udzieleniu Panu Prezydentowi absolutorium za rok 2014.

Jednak mimo tego, liczymy, że w przyszłym roku będziemy mogli podjąć inną decyzję.